REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Największe absurdy na receptach. Ministerstwo Zdrowia pokazało przykłady

Brak dawkowania, nieczytelne zalecenia, błędnie wpisane ilości leków, a nawet instrukcje przypominające bardziej żart niż dokument medyczny. Podczas prezentacji poświęconej projektowi ustawy o receptach Ministerstwo Zdrowia pokazało przykłady recept, które mają obrazować problemy występujące w obecnym systemie. Zdaniem resortu to właśnie takie sytuacje pokazują, dlaczego konieczne są zmiany w sposobie wystawiania recept oraz większe wykorzystanie narzędzi informatycznych do kontroli poprawności danych.

Największe absurdy na receptach. Ministerstwo Zdrowia pokazało przykłady (fot. istockphoto.com)

Ministerstwo Zdrowia wśród najważniejszych problemów obecnego systemu wymienia między innymi brak obowiązkowego dawkowania, niewystarczającą walidację recept przez systemy informatyczne oraz niepełne wykorzystanie dostępnych narzędzi cyfrowych. W prezentacji zwrócono uwagę, że część recept zawiera informacje nieprecyzyjne lub niekompletne, przez co ich prawidłowa realizacja wymaga dodatkowej interpretacji ze strony osób pracujących w aptekach. Jednocześnie wiele błędów jest wykrywanych dopiero na etapie realizacji recepty, a nie podczas jej wystawiania.

REKLAMA

Właśnie dlatego resort chce odejść od modelu, w którym część danych przekazywana jest w formie swobodnego opisu tekstowego. Zdaniem autorów projektu utrudnia to zarówno ocenę poprawności recepty, jak i automatyczne wyliczanie okresu terapii czy zasad refundacji.

„2 gałki czekoladowych lodów” i inne nietypowe recepty

W trakcie prezentacji Ministerstwo Zdrowia pokazało kilka przykładów recept, które miały zobrazować skalę problemu. Wśród nich znalazły się dokumenty zawierające niejasne instrukcje dla pacjenta, brak precyzyjnego dawkowania oraz zapisy trudne do interpretacji.

Jednym z najbardziej nietypowych przykładów była recepta zawierająca zapis: „2 gałki czekoladowych lodów”, a w części dotyczącej stosowania polecenie „Zjeść aż do zmrożenia nosa”. Na innym przykładzie znalazło się dawkowanie opisane jako „1×1 na noc, jak i ? się buntuje to co 2/3 ci dzień”. Ministerstwo pokazało również receptę, na której jako instrukcja dla pacjenta widniał jedynie enigmatyczny zapis „Behemot1”. Choć przykłady te mogą wydawać się zabawne, resort wykorzystał je jako argument za koniecznością większej standaryzacji danych umieszczanych na receptach.

Dla osób pracujących w aptekach podobne sytuacje nie są jednak wyłącznie ciekawostką. Każde niejasne dawkowanie lub niemożliwy do zinterpretowania zapis oznacza konieczność dodatkowej weryfikacji recepty. W praktyce może to prowadzić do wydłużenia obsługi pacjenta, konieczności konsultacji z farmaceutą lub kontaktu z podmiotem, w którym recepta została wystawiona.

Problemem są także błędne ilości leków

Ministerstwo zwróciło uwagę, że problemy nie ograniczają się wyłącznie do nieczytelnych zaleceń. W prezentacji pokazano również przykłady recept zawierających nietypowe ilości produktów leczniczych, które budzą wątpliwości już przy pobieżnej analizie dokumentu.

Wśród przedstawionych przykładów znalazła się między innymi recepta na 500 opakowań antybiotyku Sumamed oraz recepta, na której liczba opakowań została zapisana z wieloma miejscami po przecinku. Zdaniem resortu takie sytuacje pokazują, że obecny model nie zawsze zapewnia skuteczne wychwytywanie oczywistych błędów już na etapie wystawiania dokumentu. W rezultacie ciężar ich identyfikacji bardzo często spoczywa na osobach realizujących receptę.

REKLAMA
REKLAMA

Brak dawkowania utrudnia pracę całego systemu

Jednym z głównych powodów planowanych zmian jest problem recept, które nie zawierają jednoznacznego sposobu dawkowania. Ministerstwo podkreśla, że brak takich informacji utrudnia nie tylko realizację recept przez personel apteczny, ale również funkcjonowanie całego systemu refundacyjnego. Bez precyzyjnych danych trudno bowiem ustalić rzeczywisty okres terapii, zweryfikować ilość produktu potrzebną pacjentowi czy automatycznie wyliczyć limity związane z realizacją recept refundowanych.

Z tego powodu projekt nowych przepisów przewiduje, że recepta ma zawierać obowiązkowo sposób dawkowania albo stosowania produktu. Według Ministerstwa Zdrowia bardziej ustrukturyzowane dane mają ograniczyć liczbę niejasności, a część kontroli zostanie przejęta przez system teleinformatyczny.

Większą rolę ma odegrać system P1

Prezentując założenia reformy, Ministerstwo Zdrowia podkreślało, że obecnie wiele zasad musi być odtwarzanych przez osoby realizujące recepty, podczas gdy docelowo większą część kontroli powinien przejąć system informatyczny. Nowy model zakłada szersze wykorzystanie systemu P1 do walidacji danych, sprawdzania poprawności recept oraz wykonywania części obliczeń związanych z refundacją i okresem terapii.

W praktyce oznaczałoby to ograniczenie liczby sytuacji, w których technik farmaceutyczny lub farmaceuta musi samodzielnie interpretować niejednoznaczne zapisy pozostawione przez osobę wystawiającą receptę. Zdaniem resortu ma to poprawić bezpieczeństwo farmakoterapii oraz zmniejszyć ryzyko błędów pojawiających się podczas realizacji recept.

Czy podobne recepty znikną z aptek?

Przedstawione przez Ministerstwo przykłady miały pokazać, że problem nieczytelnych lub niejednoznacznych recept nie jest wyłącznie teoretyczny. To właśnie takie przypadki mają uzasadniać konieczność zmian w systemie receptowym i odejście od części obecnych rozwiązań.

Czy nowe przepisy sprawią, że z aptek znikną recepty z „gałkami czekoladowych lodów”, tajemniczym „Behemot1” czy błędnie wpisanymi ilościami leków? Tego dziś przesądzić nie można. Już teraz wiadomo jednak, że Ministerstwo Zdrowia uznało podobne sytuacje za jeden z argumentów przemawiających za reformą systemu receptowego i większą automatyzacją kontroli danych znajdujących się na receptach.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz więcej aktualności